Nie przeczytam 52 książek

Nowy rok spowodował obfitość wyzwań czytelniczych, czyli np. Przeczytam 52 książki w 2016 albo 100 książek albo tyle książek ile mam wzrostu. (To ostatnie najbardziej mnie urzeka)

Dlaczego akurat 52? Tyle jest przeciętnie tygodni w ciągu roku, jedna książka tygodniowo brzmi całkiem realistycznie. Można też kierować się konkretnymi wytycznymi, jak na zdjęciu poniżej i czytać książki według określonego klucza:

źródło


Statystyki wskazują, że przeciętny Polak właściwie nie czyta;  wyzwania te mają więc w dużej mierze na celu popularyzację czytelnictwa. Prowadzenie listy przeczytanych wydawnictw pomaga też mieć pojęcie o własnych “osiągach” i ewentualnych postępach rocznych. W liceum jeszcze spisywałam wszystko, co czytałam i czasem dzięki temu po latach mogłam się upewnić, czy daną książkę już czytałam (przydało się to kilkukrotnie w przypadku jakiś nudnych rzeczy, niezapadających w pamięć).  Później przez pewien czas, w duchu rywalizacji, odnotowywałam wszystko na Lubimy Czytać.

Dlaczego więc odgrażam się, że nie przeczytam 52 książek w 2016?


Bo nie chcę czytać na wynik. Oczywiście czytam nie tylko na jakość, ale i na ilość – to całkiem naturalne, że chce pochłonąć jak najwięcej książek, duh!


Jak to ktoś z uczestników wyzwania zauważył – nie chcę zamienić się z mola książkowego w ekonoma, obliczać statystyki miesięczne, kwartalne i roczne – jesienią wpadać w panikę, że jeśli nie zachowam tempa 3,75 woluminu na tydzień to nie wyrobię się do końca roku!


Nie ukrywajmy też, że zupełnie czym innym jest przeczytanie w tydzień 3 pozycji Amelie Nothomb (wspaniałe i pokrętne, ale króciutkie) i 4 Topora (vide Nothomb) a przebrnięcie np. przez Diunę


Tym bardziej, że zaczytam rok będąc w trakcie Futu.re Głuchowskiego, następne w kolejce jest najnowsze Metro, później może Łzy Diabła Kozak, padre mi dorzucił jeszcze poza kolejką Holandia. Presja depresji. Wszystko to razem to już ok 2000 stron. 


Do tego mam cały czas napoczęte około 5-6 książek. Wynika to w dużej mierze z tego, że nie każdą rzecz mi się dobrze czyta w danym momencie. Stąd np. Błędne ogniki i grzyby atomowe towarzyszą mi już około dwa miesiące.


Fakt, wrócę do notowania osiągów – może nawet niechcący zrealizuję założenie wyzwania.


 Jednak ważniejsze jest dla mnie obecnie:
– dokończenie wszystkich napoczętych książek
– przeczytanie i oddanie wszystkich pożyczonych
– przeczytanie co najmniej 20 książek, które mam już w domu

– częstsze wychodzenie poza strefę komfortu, jaką jest fantastyka/thriller/sensacja

Może nie byłoby też głupie trochę przystopować kupowanie nowych…


W tej kwestii mam jednak wyjątkowo słabą silną wolę:

pikszuka

Edit:
o wyzwaniach czytelniczych piszą też Pożeracz Światów i M.Ortycja  🙂

 

Dama Pik