Starych kin czar – Gwiazda Warszawa

Kto chociaż raz nie przeklinał paskudnych multipleksów z zastępami szarańczy, gargantuicznymi kubkami słodkich napojów i kontenerami popcornu? Kto nie żałował, że filmu ciut bardziej zmuszającego do refleksji niż Szybcy i wściekli 8 nie może obejrzeć w kameralnej sali, zamiast na 200-osobowym stadionie? Kto nie wspomina z rozrzewnieniem biletów za np. stare 10.000zł lub nawet za dyszke?

 

Z pewnością znajdzie się szereg fanów super-turbo-nowoczesnych multipleksów, w których można obejrzeć fyfnaście filmów dziennie, zagryzając nachosami w kolejnych fyfnastu wariacjach smakowach. Też oczywiście chodzę do kin sieciowych, w Trójmieście alternatywą są dyskusyjne kluby filmowe i seanse plenerowe (w sezonie letnim) – z dość okrojonym, ale raczej ambitnym repertuarem – a porządne mordobicie czy piękną space-operę jednak całkiem nieźle ogląda się na tych ogromnych ekranach z Dolby Surround, gdzie nawet setka osób na sali aż tak nie przeszkadza. 

 

Obecnie w Gdyni są dwa multipleksy, traktowany ciut po macoszemu i przeniesiony do odległego Muzeum Emigracji Klub Filmowy oraz Gdyńskie Centrum Filmowe. Dawniej kin było znacznie więcej, każda większa dzielnica swoje miała. 

 

Kilka z nich znam już tylko jako zaadaptowane w innych celach budynki kinowe, jak np dawne Atlantic – przez lata mieścił się w nim lumpeks, później klub muzyczny, obecnie dalsza przyszłość obiektu nie jest pewna. Kino Marynarz na Obłużu, gdzie przez lata mieściła się całkiem duża i przyzwoita siłownia. 

Screen Shot 2017-09-18 at 16.21.09

Mam jednak to szczęście, że pamiętam jeszcze lata funkcjonowania części starych, prawdziwych gdyńskich kin.  Grom, na Oksywiu, gdzie w podstawówce zupełnie przypadkiem wybraliśmy się z klasą na komedię z Gerardem Depardieu Tata i małolata, niekoniecznie przeznaczoną dla dziesięciolatków. Kino Fala na Grabówku, gdzie jako zbuntowana 15-latka poszłam na disneyowskiego Tarzana, i chociaż byłam wtedy taka mhroczna i heavymetalowa, to musiałam przyznać, że jednak z kreskówek się nie wyrasta. Później też Klub Filmowy przy Waszyngtona, gdzie przez cały rok akademicki chodziłam wiernie na przegląd kina rosyjskiego, na cudowne spotkania z cyklu VHS Hell i gdzie zdarzyło mi się mieć sesję zdjęciową W starym kinie.

 

Wszystkie wspomniane wyżej obiekty bledną wobec ostatniego z jednosalowych kin w Gdyni – działającego od 1939 (jako kinoteatr Gwiazda) do 2003 roku Kina Warszawa. Swego czasu najnowocześniejsze, klimatyzowane, w samym centrum miasta, w którego historię wpisało się na dekady. To miejsce, jak żadne inne kształtowało mój gust filmowy – to tam w czasach licealnych zasnęłam na Panu Tadeuszu, to tam po raz pierwszy gardziłam Jar Jar Binksem podczas seansu Mrocznego Widma.

 

Wszystkich was, którzy chcą bliżej poznać historię Kina Warszawa, zapraszam jutro – 19.09 do Kawiarni Tłok w Gdyni, gdzie w ramach Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych organizowana jest wystawa Gwiazda Warszawa – historia gdyńskiego kina oraz spotkanie z ostatnim operatorem, Maciejem Mokrosem. 

 

Konto na Instagramie ze zdjęciami związanymi z Kinem Warszawa

O pięknej historii tych świątyń kinematografii przeczytacie także tutaj i w książce Sławomira Kitowskiego, Gdynia. Miasto z morza i marzeń

jovi

  • Gdybym była w Gdyni na pewno bym przyszła 🙂

    • jeszcze masz szansę zdążyć 🙂 a po choćby nostalgiczne migawki zapraszam na wspomniane konto na Insta 🙂

  • Gdynia to po drugiej stronie Polski, jak dla mnie. Jednak zgadzam się, małe klimatyczne kina zostały perfidnie „wygryzione” przez sieciówki. U nas jest jedno klimatyczne kino, które musi się ratować organizowaniem przyjęć okolicznościowych, aby jeszcze sie jakiś utrzymać.

    • ah, jak chałtury pomagają przetrwać instytucji to dobre i to. My w miejsce tej legendy mamy wygodnie usytuowaną Biedronkę i seanse na żywo tasiemca pt. Świeżaki ;>

  • Dla mnie to drugi kraniec kraju. Choć małe sale to całkiem inny klimat. Rok temu byłem na seansie Karbali w małym kinie w Lublinie przeznaczonym dla mniej niż 50 osób – genialne przeżycie.

    • i jeszcze te małe kina, gdzie puszczali film nawet jak przyszły tylko dwie osoby, cudowna sprawa 🙂