Różowa wstążka świata nie zbawi, czyli slacktywizm październikowy

15 października to Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi. Cały październik to także Pinktober, czyli przypominamy sobie o zdrowiu bo piersi są ważne, trzeba się badać, wcześnie wykrywać i leczyć. 

 breast-cancer-2846233_1280

O ile różowa wstążka jest od lat rozpoznawalnym symbolem akcji, o tyle nie popieram bezkrytycznego kupowania przedmiotów z tym symbolem, niezależnie od firmy je produkującej.

 

Abstrahując od bezpośredniego zysku ze sprzedaży, nie zawsze przekładającego się na 100% wsparcie akcji (różnie z tym bywa, czasem jest to 5-10% dochodu ze sprzedaży rzeczy z różową wstążką, czasem oczywiście też 100%), sam zakup takiej rzeczy daje nam psychologiczną gratyfikację. Zrobiliśmy coś dobrego = czujemy się dobrze, podczas gdy część tego samozadowolenia spływa na producenta zakupionych dóbr, zamiast np. na organizacje pozarządowe, w rzeczywisty sposób pomagające chorym. Oczywiście pieniądze przekazywane choćby na badania to też pomoc, jednak budowanie rozpoznawalności firmy poprzez takie działania nie jest w pełni pozytywne. 

 

Skomercjalizowanie tego symbolu nikomu nie wychodzi na dobre, tym bardziej, że różowy kolor w naszej kulturze jednoznacznie jest kojarzony z kobiecością, zdarzają się więc próby „upupienia” raka piersi, „przebierania” go w różowy outfit, przez co wygląda mniej śmiertelnie, a znacznie bardziej modnie. Polecam więc skupić się na prawdziwych działaniach, olać slacktywizm i para-wsparcie 😉

 

Zapraszam też do poczytania archiwalnych wpisów w temacie, jako że moja frustracja bezmyślnością to stały punkt programu w październiku 😉 Jeden wpis i Drugi wpis

 

 

Rysunek Pixabay

jovi