Rabować, palić, gwałcić.

Podczas odbywających się w miniony weekend w Warszawie targów książki można było nabyć też inne, mniej lub bardziej związane z kulturą artefakty, wśród nich znaną od lat koszulkę z napisem RPG – Rabować, Palić, Gwałcić. Spotkało się to ze zdecydowaną, negatywną reakcją wśród części odwiedzających targi (kobiecej części oczywiście. Niestety jeszcze nie trafiłam na racjonalne i zdecydowane stanowisko wśród męskich odbiorców popkultury).

kostki

Znam tę koszulkę. Kiedyś na konwencie luby wszedł w jej posiadanie, chyba wygrał na loterii fantowej. Nie musiałam za dużo mówić, rzut oka na moją winę na widok tego shitu wystarczył do cofnięcia się na stoisko i wymiany na coś nadającego się do noszenia. Dziewczę z obsługi stoiska, sprawiające pozory inteligencji było szczerze zdziwione, dlaczego taaaaaką fajną koszulkę chcemy zwrócić. Przecież jest taka śmiszna! Żałowałam dość długo, że nie powiedziałam jej wtedy, że może i w jej życiu nadejść dzień, w którym zmieni zdanie, ale nie widziałam światełka zrozumienia w jej oczach.

 

Oczywiście, że to przecież „tylko” żart, że to wszystko „na niby”, że „konwencja” itp. Doskonale wiem, czym są, na czym polegają gry RPG. Zrozumcie jednak, że w kraju, w którym nadal żyją „ludzie” uważający, że ofiary gwałtów są same sobie winne, lub że „zawsze się trochę gwałci”, tego typu żenujące żarty w pośredni sposób przyczyniają się do dramatu tysięcy osób rocznie. Dlatego, choć nie lubię się pienić o takie rzeczy i wolę poświęcać energię na poważniejsze działania, to uważam, że niestety na takie niuanse trzeba reagować. Zwalczanie kultury gwałtu to nie tylko nie-gwałcenie, to także minimalizowanie przyzwolenia społecznego na jakiekolwiek sugestie, że gwałt jest czymś normalnym.

 

Nie, wyrażanie zdecydowanego sprzeciwu wobec takiej tfu!rczości nie jest histerią, feminazizmem ani żadnym innym -izmem, tylko przejawem zdrowego rozsądku, empatii i pewnego poziomu. Podobnie, jak reagowanie na koszulki z Ernesto Guevarą i innymi mordercami – zawsze znajdą się świadomi wyznawcy takich postaw i mniej świadomi fani „śmiesznych koszulek”, droga do zwalczenia tego zjawiska wiedzie poprzez edukację i uświadamianie.


Pojawiły się głosy, że „przecież jak noszę koszulkę I <3 New York, to nie znaczy, że namawiam wszystkich do kochania Nowego Jorku”. No więc owszem, skoro kochasz Nowy Jork to super, ale jeśli nosisz koszulkę, z „dowcipem” o gwałcie to wprawdzie nie namawiasz innych do gwałtu, ale pokazujesz, że dla ciebie to takie fajne i zabawne. 


Nie namawiam do bojkotu dumnego producenta tego wątpliwego przykładu heheszkowych koszulek, każdy zrobi, jak uważa za stosowne. Konsumenci głosują portfelami, jednak w ogólnym rozrachunku producentowi nie robi różnicy, czy będzie zarabiał na myślących ludziach, czy też tych, którzy nadal uważają gwałt za super temat do śmieszków; w końcu pieniądz nie śmierdzi.

 

Nawet nieszczególnie dziwią mnie dziewczyny, cieszące się tymi tshirtami. W końcu są też kobiety głosujące na Korwina i/lub dumnie maszerujące w brunatnych koszulach. Szkoda tylko, że one, podobnie jak i wielu mężczyzn bagatelizują powagę problemu przemocy wobec kobiet (uogólniam, oczywiste jest, że przemoc seksualna dotyka nie tylko kobiet, chcę jednak podkreślić absurd pasywnej agresji kobiet wobec kobiet). Jeśli ktoś nie rozumie powagi zjawiska, ciężko to nawet przekazać słowami. Kiedy bliska ci osoba pada ofiarą przemocy seksualnej a ty sama znajdujesz się w sytuacji o krok od zgwałcenia, tym łatwiej jest o wkurwienie się, kiedy ktoś w mniej lub bardziej zawoalowany sposób sobie z tego rodzaju tragedii śmieszkuje i stara się na niej zarabiać. 

 

Tak, jestem fanką czarnego humoru. Bardzo czarnego. Kto mnie zna, ten wie, że np dawno nic mnie nie rozśmieszyło bardziej, niż historia faceta, który chcąc się wykąpać w gorącym źródle w Parku Yellowstone poślizgnął się podczas sprawdzania temperatury wody, wpadł do niej i się rozpuścił. 


Czarny humor jest sposobem na oswajanie nieuniknionego (śmierci), zaklinaniem rzeczywistości, która może w każdej chwili przypaść nam w udziale (choroby, niepełnosprawność). Sprawia, że te tematy trochę nam powszednieją, wydają się ciut mniej straszne, odrobinę oswojone – i dlatego właśnie nie uprawiam żartów z gwałtu i pedofilii. To nie są tematy, które trzeba złagodzić żartem. To dramaty trwające latami, nierzadko przez całe życie. Dramaty stające się udziałem nie tylko ofiary przemocy, ale jej rodziny i bliskich. Według statystyk policyjnych w 2016 roku stwierdzono 1383 zgwałcenia. Dużo? Mało? Każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o tym temacie wie, że ogromna część gwałtów nie jest zgłaszana organom ścigania. Dlaczego nie jest? Bo ofiary się boją, bo się wstydzą. Boją się reakcji tych, którzy powinni im pomóc. Tego, jakie jest w społeczeństwie postrzeganie tego zjawiska. Tego, jak ogromne jest przyzwolenie społeczne na śmieszkowanie z tragedii, co pokazuje obecna sytuacja. 


Jak można było zareagować na kryzys w social mediach, związany z niesławną koszulką? Można było zareagować z zachowaniem jakiegokolwiek poziomu – np. opublikować przeprosiny (słabe, ale może by się jakoś tym wykpili), ogłosić zakończenie sprzedaży tego badziewia (nierealne, patrz: powyżej argument o nieśmierdzeniu pieniędzy), zaoferować w ramach pokuty wsparcia którejś z instytucji pomagającej ofiarom przemocy (ryzykowne, jeszcze ktoś by ich od lewaków wyzwał, a fe!). Co zrobił producent? Ucieszył się darmową reklamą i postanowił dodatkowo nakręcić sprzedaż tej koszulki, co raczej wyraźnie pokazuje reprezentowany poziom.

 

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem fanatyczną SJW, ale może ze względu na jakiś defekt mózgu mam nadprodukcję empatii. Mam wrażenie, że o ile większość ludzi w taki czy inny sposób empatię wykształca naturalnie, u innych jakieś szczątkowe jej przejawy zaczynają się dopiero wtedy, gdy ich samych lub kogoś im bliskiego spotka coś złego. Bez terapii szokowej niektórzy nie są w stanie współodczuwać. Szkoda, bo nie można ludzi zmusić do myślenia ani do empatii. Pozostaje mieć nadzieję, że większość ludzi jest zdolna do jako takiej przyzwoitości.

 

Nie oczekuję fali potakiwania i przyznawania racji. Mam tylko nadzieję, że chociaż komuś da to minimalnie do myślenia i następnym razem, gdy podobna sytuacja będzie miała miejsce, zareaguje przyzwoicie. 

 

zdjęcie Pixabay

jovi

  • Niezdolność do myślenia i empatii to niestety nagminnie występująca w dzisiejszych czasach przypadłość. Ja często się spotykam ze stwierdzeniem, że mam porąbane poczucie humoru, ale są rzeczy, które mnie wcale nie bawią – i nie docierają do mnie argumenty, że „przecież to tylko żart”. Są pewne granice.