Pyrkonowo

Było mi się w zeszły weekend na Pyrkonie, ale jakoś nie miałam serca się zabrać za relację. To największy konwent, na którym byłam. Jednocześnie – najkrótszy czas spędzony na konwencie, tylko z piątku na sobotę. Do tradycyjnego już „za mało czasu, za dużo wszystkiego” doszła ogólna gonitwa i frustracja na niezdążanie i przegapianie. Było dobrze, było tradycyjnie (kilka fajnych rzeczy równocześnie, prelekcje przełożone/odwołane/chaos). I jedna refleksja – im większy konwent, tym bardziej Woodstock.

Trochę migawek:

jovi