Przepływ rzeczy w naturze

Dziś Black Friday. W handlu tradycyjnym już nie tylko w USA, ale i w Polsce – a jeszcze bardziej w szeroko pojętym e-commerce – zauważalne szaleństwo. To już nie tylko Czarny Piątek, co raz powszechniejsze są też wyprzedaże z okazji Czarnego Tygodnia, a nawet calego Czarnego Miesiąca. 

O kupowaniu z głową,  nie łapaniu się na udawane promocje napisano już pierdylion artykułów. Więc ja tym razem nie o tym. Dla odmiany od turbo konsumpcjonizmu, trochę o wersji light- less waste z akcentem charytatywnym.

mniej kupuj mniej wyrzucaj

 

Większość: Black Friday!!!1!!1!$$$$$

Tymczasem ja:

17.11 Ma spacerze znalazłam obraz, który wystawiłam na licytację na jeże (do niedzieli trwa aukcja)

19.11 Dostałam krzesło biurkowe ze Śmieciarki (za darmo, fioletowe!)

20.11 Oddałam świeczkę kumpeli, nazbierałyśmy owoców, warzyw i storczyków w kilku gościnnych śmietnikach

21.11 Odebrałam inne świeczki 😉 z giveboksa. wynosząc śmieci znalazłam 4 wielkie talerze z Berghoffa które oddałam mamie i imbryk+ świecznikospodki, które trafią do Buraska

22.11 Odebrałam 4 wieszaki z Giveboksa

23.11 Odebrałam wylicytowane fanty z Buraska, kupiłam świecznik na prezent, opłaciłam wylicytowanego fanta z Igliwiaka, odebrałam drobiazgi z giveboksa. Przywieziono mnie do domu wraz ze zdobytym na giveboksie (a może Śmieciarce? już się zgubiłam O.o) biurkiem. Przy okazji oddałam kwiatku przygarniętego wcześniej plus kilka rzeczy z kuchni których nie zużyję w terminie. 

24.11 No to dopiero był dzień logistyki. Odebrałam rzeczy od kumpeli, część przekazałam kolejnej. Przewiozłam też z Gdańska do Gdyni kołderkę dla psa od jednej dziewczyny z giveboksa do drugiej (nieznajome z internetów 😉 ). Ah, byłam też na Festiwalu Kobiet Internetu. Część rzeczy z pakietu wejściowego rozdałam po znajomych. 

25.11 Kupiłam w lumpeksie spodenki (hotpants!) za 1 zł. Oddałam dalej lustro przygarnięte z giveboksa i torbę rajstop (w dużej mierze nienoszonych), które nie przeszły pozytywnie ostatniego przeglądu szafy. Jedną szafę (materiałową), kupioną na olxie,  też zresztą oddałam via giveboks.

27.11 Odebrałam kredki świecowe i oddałam kilka zalegających u mnie rzeczy via givebox

28.11 Umówiłam się na odbiór książek z giveboksa, które czekają już na mnie w jednym z gdańskich punktów odbioru. 

 

Nie zawsze u mnie tak intensywnie, ale to jeszcze trochę echa przeprowadzki i kwestia przechowywania/przewożenia rzeczy dla innych. Plus pewnie było coś jeszcze po drodze, ale zapomniałam. I na te wszystkie rzeczy byłoby mnie stać w sklepie, także argument że „biedaki po śmietnikach grzebio hurr durr” jest z założenia inwalidą. Wolę rzeczy z drugiej ręki tam, gdzie to możliwe. 

 

Jaki z tego morał?

  • W Trójmieście jest co zrobić z rzeczami. Jest też gdzie różne rzeczy pokojowo – niskobudżetowo bądź za darmo pozyskiwać.
  • Rozwija się sieć ludzi, usprawniających ten przepływ materii. 
  • Da się ogarniać takie rzeczy pracując, mając inne obowiązki i poruszając się głównie komunikacją publiczną – przy sporadycznym wsparciu zmotoryzowanych znajomych. 

 

Long story short – ograniczanie kupowania rzeczy jest git. Kupowanie używanych także, tak samo jak oddawanie, zwłaszcza na dobre cele. I to nie tylko w „czarnym listopadzie”.

 

jovi