Prezentowe credo

Tradycyjne okołoświąteczne rozkminy pod wpływem rozmów z bliskimi, wpisów znajomych i nieznajomych w internetach.

I kiedy w różnych (na szczęście głównie dalszych) kręgach przewijają się różne oburze pt. “No jak tak można?!”, ja się twardo trzymam swego. Takie o, wyznanie wiary.

Christmas Present, Gifts, Presents                                                                                                                                           Pixabay

Wierzę w prezenty!

Wierzę w prezenty “nieodpowiednie” “płciowo”. Ten wstrętny gender doprowadza przecież do upadku cywilizacji poprzez chłopców bawiących się zestawem kuchennym czy lalką i dziewczynkom pragnącym klocków Technic czy innego Action Mana. Nie jestem tu obiektywna, bo za dzieciaka kradłam bratu samochodziki (szczególnie piękny bolid Formuły 1) i dłuuugo bawiłam się kobylastym modelem Jumbo Jeta (był PIĘKNY! I wyjątkowo głośny…), więc wyrosła ze mnie wstrętna chłopczyca 😉

 

Wierzę w prezenty “nieodpowiednie” wiekowo – w tzw. granicach rozsądku. Nie przekonałam się nigdy do zjawiska dawania dwulatkom w prezencie skrzypiec (choć to ponoć dobry wiek żeby zostać wirtuozem. Z perspektywy nastu lat obserwacji obiektu badawczego – nie został), ale dlaczego upierać się przy dawaniu dzieciakowi zabawek, jeżeli dzieciak chce np. lornetkę? Jako częściowo wychowana na National Geographic i dwóch dobrych seriach popularnonaukowych, akurat miałam to szczęście dostawania treści zbyt “dorosłych” na mój wiek. Uważam jednak, że czytanie o czasie i przestrzeni nie jest jakąś szczególną traumą, której należy szczędzić dziesięciolatkom. 

 

Wierzę w prezenty praktyczne. “No ale jaak to dać komuś patelnię?!” no ludzie, jeżeli ktoś wam bliski marzy o patelni, to nie dawajcie mu porcelanowych łapaczy kurzu, tylko patelnię. Po coś w końcu się te listy do Mikołaja pisze, nie tylko dziećkiem będąc. Mi np marzy się gofrownica i ręczna wyciskarka do cytrusów, o czym moje Mikołaje zostały poinformowane. 

 

Wierzę w prezenty z drugiej ręki. Niestety nie każdy je akceptuje, więc to nie jest rozwiązanie wszystkich bolączek, ale na ogół dobrze sprawdza się na kolekcjonerach. Bo jeśli ktoś naprawdę kocha dinozaury czy pingwiny, to takiego z lumpeksu czy pchlego targu też wychowa jak swojego. Tym bardziej, że łupy z drugiej ręki bywają ciekawsze niż wszechobecna masówka z sieciówek, latających tygrysów czy innego chińskiego marketu. No i less waste i mniej świąt made in China. To samo się tyczy książek – doceniam nie tyle te hajsy wydane na prezent, ale to że człowiek pamiętał chyba przez 2 lata, że poluję na pewne książki wydane w Polsce lata temu i nigdy nie wznowione i dorwał je gdzieś dla mnie w antykwariacie. 

 

Wierzę w prezenty spożywcze. Tu też nie raz spotkałam się z oburzeniem, że “jak to taak? Przecież nic z tego zaraz nie zostanie?!”. No i dobrze nawet, bo żyję na ograniczonej przestrzeni, którą sama sobie całkiem skutecznie zapycham i cyklicznie próbuję oczyszczać. Na niechciane porcelanowe aniołki i słoniki nie mam miejsca, natomiast zawsze chętnie przytulę ulubione słodycze, domowe ciastki, nalewki i inne spożywcze dobra. 

 

Wierzę w prezenty DIY, handmade itp. Aaaale zazwyczaj jeśli łapią się też w inne kategorie – czyli są spożywcze <3 albo praktyczne. Kiedyś dostałam pięknego ceramicznego liścia na urodziny… Co innego udziergana czapka w kształcie muffinka albo domowe mydło kokosowe 🙂

 

Wierzę w prezenty niematerialne. Bilet do kina, teatru, na koncert, na pociąg – bajlando. Wpłata na jakąś dobrą inicjatywę – też gitarra. Kolejny prezent, który nie zajmie przestrzeni, a daje pierdylion opcji. I jeszcze jedna rzecz, częstsza na ślubach i urodzinach niż na święta – zamiast pieniędzy na kwiaty czy nieprzemyślane prezenty “bo wypada”, zbiórki na zwierzaki w schronisku, dom dziecka czy książki do szpitala. 

 

Przede wszystkim wierzę w prezenty, które mają uszczęśliwić obdarowanego (obdarowującego też ofkors), a nie leczyć jakieś kompleksy, animozje czy inne pierdolety. 

 

A teraz idźcie i świętujcie pogańsko i jedzcie pierogi i miejcie święty spokój i nie dajcie się zwariować (Kilka sposobów na złagodzenie świątecznego pierdolca). Obejrzyjcie Kevin i Szklaną pułapkę i nie marnujcie jedzenia.

A jeśli to, czym was obdarowano nie trafi w wasze gusta, nie wyrzucajcie na złość cioci – oddajcie do sklepów charytatywnych, na jakąś aukcję charytatywną lub inną dobrą zbiórkę. 

jovi