Po Woodstocku

 

Nadal szumy wokół Przystanku Woodstock, to i ja coś napiszę. Nie będzie tak obszernej relacji, jak rok temu. W 2015 roku byłam tam pierwszy raz, to i wszystkim musiałam się nacieszyć; teraz jechałam z ambitnym zamiarem odpoczęcia. Nietypowe założenia, ale całkiem nieźle zrealizowane. 

wood

 

Poza spaniem i czytaniem książki oczywiście spędzałam też czas tradycyjnie – w kolejkach po wszystko, w poszukiwaniu znajomych w półmilionowym tłumie i dreptaniu po kostki w obowiązkowym błocie.

 

woood4
Zaliczyłam kilka koncertów więcej niż ostatnim razem, w tym bardzo wyczekiwane Oberschlesien, które rok temu nie zagrało. Tym razem się udało i mam już nową, ulubioną rodzimą kapelę – cóż może być lepszego niż śląski industrial metal?  Byłam też na bodajże czwartym już koncercie Łony i Webbera – panowie pierwszy raz na Woodstocku, stąd nie spodziewali się pogo na swoim występie 😉


Zakupy w alejce handlowej również udane:

 wood3

Z przyziemnych rzeczy – fakt, śmieci było mnóstwo. Ludzie jednak słabo ogarniają dbanie o porządek we wspólnej przestrzeni i nie wiem, czy większa ilość śmietników to zmieni, można jednak spróbować. Nie ma jednak co dramatyzować, że woodstockowicze śmiecą w sposób wyjątkowy – kto nigdy nie widział lotniska na Babich Dołach w Openerowy poranek, kiedy promienie wschodzącego słońca skrzą się w pierdylionie plastikowych kubków od piwa lub nie spędził wieczoru w tzw. strefie kibica podczas dowolnych mistrzostw, ten jeszcze niewiele wie o bałaganie.

Bezpieczeństwo – jeśli ktokolwiek łudzi się, że istnieją bezpieczne imprezy masowe, to gratuluję mu oderwania od rzeczywistości. Są tylko imprezy trochę bardziej lub trochę mniej bezpieczne – poczynając od dowolnych rozgrywek sportowych po nadchodzące międzynarodowe dni ministrantów w Krakowie. Dlaczego? Ano dlatego, że żadne służby nie są w stanie w pełni skontrolować terenu imprezy ani osób w niej uczestniczących. Oczywiście, gdyby każde wejście było wyposażone w rentgen, psa na narkotyki lub oferowało kontrolę na styl więziennego przykucu, wtedy można by mówić o sprawdzeniu uczestników – na takie rozwiązania oczywiście nie ma czasu, środków ani ochoty – kto przeszedł dokładną kontrolę na lotnisku, ten wie, że na imprezie masowej nie ma to szans, zwłaszcza, kiedy liczba uczestników oscyluje wokół pół miliona. Plus krytycy imprezy mieliby nową pożywkę – w końcu jak można tak naruszać przestrzeń osobistą niewiniątek…

Ze względu na otwarty i egalitarny charakter Przystanku Woodstock organizatorzy muszę liczyć się z bardzo urozmaiconą klientelą. Poza fanami muzyki i zwolennikami idei Miłość-Przyjaźń- Muzyka, Przystanek ściąga też osobniki, którym ww idea jest obca. Miałam wątpliwą przyjemność ostatni odcinek podróży pociągiem spędzić z parą, która reprezentowała skrajnie odmienną postawę. Pan dres i pani maniura z solarium, oboje spod znaku „Szlachta nie pracuje” całą drogę starali się rozkręcić na swój specyficzny sposób pojmowaną imprezę w pociągu, w przerwach między kolejnymi ścieżkami oferując wpierdol osobom mijającym ich w przedziale. Woodstock byłby jeszcze piękniejszy bez dresów mentalnych, których obecność jest zauważalna. Zdaje się, że to ta mniejszość intelektualna próbowała organizować defiladę „Wielkiej Polski”. 

Niestety, festiwal na którym można spotkać pełen przekrój społeczeństwa to nie tylko ludzie przebrani za truskawki i arbuzy, rodziny z dziećmi i motocykliści, to też niestety jednostki wysoce aspołeczne, w znacznej części ortaliony umysłowe. Nie ma jednak co wieszać psów na Woodstocku ani jego organizatorach – to nie ich wina, jakie to społeczeństwa chowanie. 

Podziwiam Owsiaka za wiarę w ludzi, za to że chce mu się nadal organizować Przystanek, mimo niesprzyjającego klimatu tzw. dobrejzmiany, mimo setek ludzi pośród tego pół miliona, uparcie starających się nadać Woodstockowi gębę niebezpiecznej wylęgarni zła i zarazy. Podziwiam wszystkie służby zaangażowane w festiwal, zwłaszcza medyków. Sama miałam wielokrotnie okazje pracować przy zabezpieczeniach imprez i wiem z autopsji, jakie cuda się zdarzają w takiej „pracy z klientem”. Niestety, ludzie mają ogromne zdolności w zakresie sprowadzania zagrożenia na siebie i otoczenie, selekcja naturalna postępuje i może z czasem wadliwe geny zostaną nagrodzone Nagrodą Darwina. Do tego czasu trzeba jakoś znosić takie jednostki. Dodatkowo – Przystanek ma swój regulamin, którego przestrzeganie jest w gestii uczestników, tak jak ogólne zasady życia na festiwalu, dla tych, co z samodzielnym, racjonalnym myśleniem mają problemy. Przy odrobinie myślenia człowiek nagle przestaje być zagrożeniem dla siebie i otoczenia, ale to ta odrobina czasem okazuje się być towarem deficytowym 😉

O Woodzie można pisać długo, ale i tak warto to zobaczyć na własne oczy – mam zatem nadzieję, że widzimy się 3-5 sierpnia 2017, oby świat do tego czasu nie zwariował. 

woo2 wood1

jovi

  • A.

    Znalazłem literówkę <3

    I zdjęcia mi się nie wyświetlają… </3

    • jovi

      naprawiono 😉

  • 3 mieszczka

    no to dziękuję za ten „króciutki ” komentarzyk
    było Ci bosko i niech odbywają się dalsze woodst…..

    • jovi

      oby nam się! 🙂