O świętach i prezentach – Bridget Jones

„Uch! Chciałabym, żeby święta po prostu b y ł y, bez prezentów. To idiotyczne, że wszyscy wypruwają sobie flaki i wyrzucają pieniądze na nikomu niepotrzebne rzeczy: już nie dowody uczucia, tylko podszyty egzystencjalnym lękiem haracz składany tradycji. (hmmm. Muszę jedna przyznać, że cholernie się cieszę z nowej torebki). Jaki ma to sens, żeby cały naród biegał przez miesiąc po sklepach w paskudnym humorze, przygotowując się do egzaminu pt. „Czy znasz cudze gusta”. który to egzamin gremialnie obleje i zostanie zasypany ohydnymi, niechcianymi przedmiotami? Gdyby ustawowo znieść prezenty i karty, Gwiazdka jako wesołe pogańskie święto mające rozproszyć mrok długiej zimy byłaby urocza. A jeśli już rząd, Kościół, rodzice, tradycja itd. upierają się, żeby wszystko zepsuć podatkiem prezentowym, można by przynajmniej zarządzić, że każdy ma wydać 500 funtów na samego siebie, a potem rozdzielić zakupione przedmioty między krewnych i znajomych, żeby mu je zapakowali i uroczyście wręczyli, co oszczędziłoby nam tych z góry skazanych na porażkę morderczych prób odgadnięcia cudzych życzeń.” 


Helen Fielding, Dziennik Bridget Jones, tłum. Zuzanna Naczyńska 



Strach wyjść dziś do sklepu, coby nie zostać stratowanym przez rozszalałe hordy z obłędem w oczach, uganiające się za stertą pierdół w roli nietrafionych prezentów. 
Ja już mam wszystko zapakowane i dziś idę znów do kina, wiadomo na co ;>

Tu link do starego wpisu o robieniu prezentów – na szczęście święta nie są dla mnie taką traumą, jak dla Bridget…

Dama Pik