Co zrobić z niechcianymi książkami, czyli rzecz o sklepach charytatywnych

Po wczorajszym artykule w portalu trójmiasto.pl o pozbywaniu się nadliczbowych w domu książek znów się oburzyłam. Znów, bo kilka miesięcy temu po artykule o kimś, kto wyrzucił na ulicę setki książek, też aż bulgotałam nad bezmyślnością ludzką. Co prawda we wczorajszej publikacji wymieniono kilka alternatyw dla wyprowadzania książek na ulicę, jednak antykwariat, biblioteka i skup złomu to nie jedyne opcje. W komentarzach do artykułu na szczęście pojawiło się kilka głosów rozsądku, proponujących sklepy charytatywne, skoro jednak tak uniwersalne rozwiązanie nie pojawiło się w artykule, po raz kolejny się rozpiszę o trójmiejskich opcjach dla rzeczy niechcianych.

O co chodzi ze sklepami charytatywnymi?

– fundacje, stowarzyszenia, instytucje charytatywne prowadzą zbiórkę darów, które wystawiane są w sklepach lub w trakcie kiermaszów (także online). Środki pozyskane ze sprzedaży darów przeznaczane są na realizację celów statutowych danej organizacji.

 

Co zbierają sklepy charytatywne?

– wszystko, chociaż nie wszystkie. Co to znaczy? Ano to, że najlepiej poznać profil danej organizacji i jej asortyment, bo niektóre sklepy np. nie przyjmują i sprzedają odzieży,  A mówiąc wszystko mam na myśli m.in książki, zabawki, biżuterię, torebki, porcelanę, puzzle, gry, filmy DVD, odzież, meble. Wszystko, co już jest w domu niepotrzebne, a jest w dobrym stanie- rzeczy, z których dziecko wyrosło, nietrafione prezenty, pamiątki po byłych chłopakach i innych ludziach, których już z nami nie ma.  Podkreślam jednak dobry stan fantów, sklepy to nie śmietniska. Oczywiście, zdekompletowany serwis do kawy nadal może się komuś przydać, grunt żeby to nie były filiżanki bez uszek albo inne przedmioty w stanie rozkładu.

 

Dlaczego wspierać sklepy charytatywne?

– bo można zrobić coś dobrego i uspokoić trochę sumienie, przy okazji robienia porządków w domu. Mówiąc poważnie, to rozwiązanie dobre dla wszystkich – my mamy mniej zbędnych gratów, sklepy mają co sprzedawać, kolekcjonerzy np. porcelanowych słoników mają gdzie szukać nowych egzemplarzy pożądanych gadżetów, przedmioty nadal nadające się do użytku nie trafiają na śmietnik – dobroczynność i ekologia w jednym. Zwłaszcza, że często można spotkać sceptyczną postawę w rodzaju „nie wspieram organizacji charytatywnych, bo wszyscy chcą tylko pieniądze”. Otóż nie wszyscy, przynajmniej nie bezpośrednio. Tacy sceptycy natomiast chętnie sami coś kupią za grosze, przy okazji wspierając szczytny cel, gdzie jednak ten zakupiony przedmiot łagodzi odczucie „dania komuś pieniędzy”. 

Wsparcie sklepów charytatywnych wymaga oczywiście od darczyńcy ogromnych nakładów sił i triumfu woli nad materią, czyli spakowania wszystkich fantów i… nawet nie dostarczania ich. Jak to? Część z instytucji oferuje odbiór darów we własnym zakresie lub wysłania kuriera, jeżeli darczyńca nie jest w stanie ich dostarczyć. Oznacza to, że wsparcie sklepu nie wymaga od człowieka większego wysiłku, niż wymagałoby wyrzucenie wszystkiego na śmietnik, czy, jak wspomniane na samym początku książki, na ulicę. Podkreślam to tak dosadnie, bo często spotykam się z argumentem leniwców: „to daleko”, „to tyle zachodu z tym”, „łatwiej wyrzucić”.

 

Gdzie w Trójmieście można przekazać niepotrzebne rzeczy?

– Sklep Charytatywny Burasek, prowadzony przez Sekcję ds Kotów Wolnobytujących. Mieści się w Gdyni, przy ul.Abrahama 6. Sprzedaż darów odbywa się w sklepie stacjonarnym i w formie kiermaszów internetowych.

– LukLuk mieszczący się w Sopocie, przy Alei Niepodległości 754

– Targ Możliwości Fundacji Cudów Szafa na gdańskiej Morenie, ul. Nałkowskiej 3/11. Sprzedaż stacjonarna i w serwisie Allegro.

– Sklep Wsparcia Społecznego SWS by HRL w Gdyni, przy ul. Hryniewieckiego 10

– Sklep Charytatywny „Z głębokiej szuflady”, prowadzony przez Fundację FLY w Gdyni, ul.Świętojańska 36 

– Punkt Charytatywny Fundacji Droga w Gdańsku Wrzeszczu, ul. De Gaulle’a 13  

– Fundacja KOTangens organizująca internetowe bazarki charytatywne

jovi

  • Katrina

    Z fundacjami mam jeden problem – nie mam pojęcia, ile rzeczywiście trafi do rodziny potrzebującej. Dlatego… po prostu wolałabym już sama wręczyć coś potrzebującym, tak prosto do ręki, a nie oddawać cokolwiek do takiego sklepu XD A same książki, których nie mogłam sprzedać (bo stare, bo z pieczątką etc) do tej pory dawałam bibliotece – bo wiem, że dzięki temu ucieszą nie tylko mnie, a jak będę chciała zawsze mogę je ‚odwiedzić’ ;P
    drewniany-most.blogspot.com

    • jovi

      rozumiem wątpliwości. Z tym że ww wypadku nie mamy do czynienia z rodziną potrzebującą. Każda z ww organizacji realizuje inny cel. I śledząc stronę danej organizacji widzę, jakie czyni postępy. Niestety, o ile się nie ma MEGA sprawdzonego bezpośredniego odbiorcy „do ręki” można się naciąć na oszustów i wyłudzaczy, którzy podarowaną rzecz sami sprzedadzą lub wyrzucą, stąd wolę jednak zaufać sprawdzonym organizacjom. Z oszustami wśród odbiorców indywidualnych też zdarza się spotkać.
      Owszem, część książek można oddać do bibliotek, niestety nie wszystkie (o tym mowa we wspomnianym artykule serwisu trojmiasto.pl), pozostaje jednak kwestia wielu innych, zbędnych rzeczy, wyrzucenie których na śmietnik jest po prostu marnotrawstwem, czy też psoogrodnictwem. Stąd sensowne rozwiązanie, jakim są sklepy charytatywne.

    • Organizacje pozarządowe bardzo często umieszczają na swoich stronach internetowych rozliczenia finansowe. To naturalne, że część środków przeznaczają na funkcjonowanie instytucji. Pracy w nich jest tak dużo, że sami wolontariusze nie wystarczają, także w NGO musi ktoś pracować – i otrzymywać pensję ze środków instytucji, aby nie umarł z głodu. Większość z nich musi płacić na wynajem lokalu i wszystko, co się z tym wiąże – prąd, wodę, ogrzewanie. Organizacje z reguły mają większą siłę przekazu niż osoby prywatne, więc nawet odliczając wyżej wymienione wydatki, mogą więcej zdziałać niż osoby prywatne. Piszę to jako wieloletnia wolontariuszka :). Ale rozumiem wszelkie wątpliwości – defraudacje zdarzają się także w III sektorze.

      Na przykładzie Otwartych Klatek można zaobserwować, jak wygląda sprawa z pracownikami.

      • jovi

        defraudacje niestety zdarzają się, ale praktyka pokazuje, że skrajna nieufność szkodzi a co najmniej utrudnia życie. zwłaszcza nieufnemu 😉
        Poza tym przypominam – namawiam tu przede wszystkim do oddawania rzeczy, których już nie używamy, tzw. ZBĘDNYCH. Czyli nie namawiam do nie wiadomo jakich poświęceń własnej krwawicy, ale do rozsądnego traktowania rzeczy, które jeszcze komuś mogą posłużyć. Np. zostać w sklepie charytatywnym sprzedane za drobne kwoty i zasilić szczytny cel.

  • bardzo przepraszam osoby, które skomentowały ten post za zniknięcie ich wpisów. niestety przy instalacji Disqusa wszystkie wcięło i nie wiem, czy da się je odzyskać 🙁

  • Świetnie, że dodałaś adresy sklepów charytatywnych :). Odziedziczoną po dziadku sporą bibliotekę zmuszona byłam oddać na makulaturę. Dwa lata na kartonach to było aż nadto, a żadna biblioteka, skup książek nie chciał ich wziąć za darmo :(. Od siebie dodam, że na fb są bazarki charytatywne dla chorych dzieciaków, które sama wspieram.

    • nie smutaj! z tego co wiem, to i ze skupów makulatury zdarza się jeszcze książkom trafiać w dobre ręce 🙂 bazarki na dzieciaki to nie moja specjalność, choć i tam mi się zdarzyło, tak to raczej śledzę te na „kocich stronach”. a ten temat wałkuję regularnie, bo co rusz ktoś wyrzuca masę przydatnych rzeczy, bo „nie wiedział co z nimi zrobić” :/

  • Dee

    Super temat! 😀 Ja swoje niechciane książki przesyłam na bazarki charytatywne dla kotów. Fajna sprawa, bo niepotrzebne rzeczy masz z głowy, a zwierzakom można pomóc. Moja ostatnia wysyłka cała się sprzedała i dołożyłam cegiełkę na leczenie kociaka 🙂 super uczucie! 😀

  • Mam wiele niepotrzebnych książek, więc rozpatrzę taką opcję. Nigdy o tym nie słyszałam 🙂

    • rozpatrz, rozpatrz. dobry uczynek przy niedużym wysiłku i koszcie. a jak w Twojej okolicy nie ma akurat lokalnie działającej organizacji przyjmującej dary to może któraś z działających internetowo w formie np. bazarków na facebooku lub przyjmująca dary pocztą 🙂

  • Ja sam organizowałem podobną akcję u mnie na uczelni. O dziwo znalazł się całe mnóstwo książek i to z przeróżnych dziedzin. A po co książki mają się kurzyć jak mogą się jeszcze komuś, do czegoś przydać 🙂

    • no i pięknie 🙂 ja wiosną zorganizowałam kiermasz trójmiejskich sklepów charytatywnych, może przed końcem roku uda mi się to powtórzyć. dobrze czasem przypomnieć ludziom, że większość rzeczy nie musi być jednorazowa.

      • I że młodzi ludzie też potrafią zrobić coś dobrego dla innych – w kontekście uczelni 🙂

  • Trafiłam przypadkiem na Twój post, takie sklepy charytatywne to wspaniały pomysł! Z tego co widzę w Trójmieście jest całkiem spory wybór miejsc, gdzie można oddać niepotrzebne rzeczy. Szukałam w internecie czy jest coś podobnego w Poznaniu, niestety nic nie znalazłam!

    • to zostają trzy wyjścia – organizacje działające w ten sposób w internetach, organizacje, którym można dary wysłać pocztą albo… założyć taką w Poznaniu 😉