Nowe końce, stare początki. Weirdism all the way!

Mam taki innowacyjny pomysł, który powinien natychmiast zostać wdrożony w handlu. No bo skoro dekoracje świąteczne pojawiają się wraz z pełną gamą zniczy tuż po wakacjach, a wielkanocne pierduty sąsiadują na sklepowych półkach z walentykową tandetą, to optymalnym rozwiązaniem jest wprowadzenie do sprzedaży uniwersalnej ozdoby całorocznej – świecących jajek na choinkę. Opcjonalnie w serduszkowy bądź halloweenowy deseń.

 

No i takim trochę świecącym jajem na choinkę jest ten post – ze względu na chroniczny niedobór doby i kompulsywne wynajdywanie sobie zajęć nie popełniłam żadnego sensownego posta w grudniu, na Sylwestra ani żadnego wpisu noworocznego, stąd lekka kumulacja.

 

Long story short, czuję się taką trochę niby-blogerką, bo ani nie opublikowałam żadnego podsumowania 2017, ani nie chwaliłam się żadnym postanowieniem noworocznym czy ambitnym wyzwaniem czytelniczym na 2018. Nie uprawiam też typowo blogerskiego wytrzewiania prywatno-zawodowego – jest nieźle, oby było jeszcze lepiej, ale nie o tym jest ten blog. (jeśli natomiast koniecznie chcecie wiedzieć, o czym on *jest*, to nie do mnie z tym pytaniem bo sama się często zastanawiam, a nadal nie wiem. Trochę geek, trochę weirdism, trochę inne inności)

weird

No to tak – nie mam pojęcia, ile książek przeczytałam ani ile filmów obejrzałam w 2017. Wiem natomiast, ile seriali obejrzałam w minionym roku – żadnego. Od dłuższego czasu mam problem w związaniu się emocjonalnie z jakimś serialem, zaniechałam też te wcześniej oglądane. Może nastąpi jakaś zmiana w tej materii w najbliższym czasie, aaale nic na siłę. Nadal natomiast mam stały asortyment filmów oglądanych kompulsywnie i regularnie, czasem po kilka dni pod rząd to samo, co wg kumpeli wcale nie znaczy, że jestem posrana, tylko konsekwentna (piszę to oglądając po raz setny Resident Evil, także raczej tendencja się nie zmieni).

 

Wiem za to, czego  2017 był wincyj – konwentów! Aż całe pięć plus Festiwal DwuTakt.

Brodnicon – fajno! Dzięki Czarny Kotu zadebiutowałam jako prelegentka konwentowa.

Pyrkon – nieźle, ale *jedyna* prelekcja na jaką udało nam się wbić trwała nie planowane pół godziny, a szalone 15 minut

Warsaw Comic Con – jak na razie mogę powiedzieć, że byłam na WCConie dwa razy: pierwszy i ostatni. Jesiennej edycji jakoś nie chciałam ryzykować

Krzyżakon – trochę meh, ale zamek ratował sytuację. Brak wpisu o konwencie o czymś niestety świadczy…

Copernicon – tu też debiut organizatorsko-prelegencki. Sporo z mojej strony do dopracowania, ale Toruń zawsze cieszy.

 

Postanowień (prawie) nie mam. Trochę walczę z nieumiejętnością konsekwentnego korzystania z kalendarza przez 12 miesięcy – na ogół jestem w stanie używać go maksymalnie do kwietnia, po czym wracam do zapisywania ważnych ważności na luźnych świstkach, postitach i kopertach. Spróbuję więc w końcu przemóc się i dotrwać w kalendarzowym postanowieniu do końca roku (kalendarzowego). Przy okazji może też wrócę do notowania przeczytanych książek, a robiłam to jeszcze w liceum i to na kartce! A nie na blogu, także hipster level hard.

Inne postanowienia – bez przesady, wolę działać, niż sobie obiecywać. A co ciekawego się wydarzy, to albo tu, albo na fanpejdżu albo na instagramie pewnie się pochwalę 😉

 

No i nie zapominajcie o jednym z najważniejszych świąt – Dniu Dziwaka!

Dziesięć osiemnastek

Zamiast wspominek z 2017, cofniemy się do 1999 roku.

 

W roku 1999 stworzono wspólną europejską walutę, miał miejsce impeachment Billa Clintona, Borys Jelcyn ustąpił na rzecz Władimira Putina, a w październiku przypadł Dzień Sześciu Miliardów – tyle już żyło Ziemian. I chociaż często wydaje nam się, że lata .90 były tak niedawno, minęło już 18 lat od tamtych wydarzeń. Z tej okazji 10 filmów kończących osiemnastkę w 2017 roku.

kino

 

  1. Mroczne widmo. Gwiezdne Wojny powróciły na wielki ekran po 16 latach od premiery Powrotu Jedi, dając początek trylogii prequeli i przynosząc więcej powodów narzekań niż radości, patrz: Jar Jar Binks. Nie da się jednak ukryć, że I epizod w reżyserii Lucasa pozwolił złapać starwarsowego bakcyla nowemu pokoleniu fanów Sagi, a i starzy puryści mieli trochę pociechy, między innymi dzięki temu, że postać Yody nadal jest tworzona tradycyjnie, a nie za pomocą rosnących w siłę w latach .90 efektów specjalnych.

 

  1. Zielona Mila. Jedna z najlepszych ekranizacji prozy Stephena Kinga w reżyserii Franka Darabonta. Historia opowiadana przez Paula (w tej roli Tom Hanks), emerytowanego strażnika więziennego, o niezwykłym osadzonym – Johnie Coffey. Film mimo czterech nominacji do Oscara nie zdobył żadnej statuetki, ale zapadł w pamięć widzów dzięki świetnemu aktorstwu, przede wszystkim zmarłego niedawno Michaela Clarke’a Duncana w roli tajemniczego skazańca o niezwykłych mocach.

 

  1. Matrix. Początek trylogii w reżyserii braci (jeszcze wtedy) Wachowskich. Film złożony z niezliczonych symboli, ukrytych przesłań i nawiązań, od Alicji w Krainie Czarów i książek Phillipa Dicka do Ghost in the Shell. Poza aktorstwem, fabułą i kultowymi już scenami efektów specjalnych, film wyróżnia się także świetną ścieżką dźwiękową, na której znaleźli zarówno Rob Zombie, Marylin Manson i The Prodigy. Wraz z sukcesem kasowym wątek rozwijał się nie tylko w kolejnych filmach, ale też w książkach, grach i serii animacji, wyjaśniającej wątki poboczne.

 

  1. Ghost Dog: Droga Samuraja. Film w reżyserii Jima Jarmuscha o niecodziennym zabójcy na usługach mafii, kierującym się średniowiecznym kodeksem samurajów, Hagakure. Nietypowy film z główną rolą Foresta Whitakera w roli samozwańczego wasala i z muzyką RZA, lidera Wu Tang Clan. 

 

  1. Święci z Bostonu w reżyserii Toma Duffy’ego. Dwaj bracia irlandzkiego pochodzenia wypełniają misję od Boga, rozprawiając się z lokalnymi gangsterami. Dużo krwi, śmieszny koleś Rocco i brawurowa rola Willema Dafoe jako genialnego agenta FBI, cudownego zwłaszcza w scenie rekonstrukcji strzelaniny. Choć tak wymierzana sprawiedliwość może wzbudzać kontrowersje, to morał z pierwszych minut filmu jest uniwersalny – należy obawiać się obojętności dobrych ludzi.

 

  1. American Beauty – dramat obyczajowy w reżyserii Sama Mendesa z wtedy jeszcze powszechnie lubianym i szanowanym Kevinem Spacey. Pięć statuetek Akademii, piękne zdjęcia i smutny obraz życia przeciętnego obywatela, znudzonego nijaką egzystencją. 

 

  1. Oczy szeroko zamknięte. Ostatni film Stanleya Kubricka, oparty na powieści Arthura Schnitzlera. To nie tylko pełen symboliki i podtekstów thriller erotyczny, w którym parę małżeńską zagrali Nicole Kidman i Tom Cruise. To także efekt obsesji dbałości o szczegóły Kubricka – akcja filmu osadzona jest na Manhattanie, a kręcono go w Anglii. Reżyser wysyłał więc asystentów do Nowego Yorku po autentyczne lokalne śmieci.

 

  1. American Pie, czyli sprawa dowcipna, jak głosi polski podtytuł. Komedia młodzieżowa w reżyserii Paula i Chrisa Weitzów doczekała się trzech sequeli i czterech spin-offów (oraz jednej gejowskiej parodii), stając się trampoliną do pewnego rodzaju sławy dla grających w niej młodych aktorów.

 

  1. Prosta historia. Film nietypowy jak na Lyncha. The Straight Story to historia Straighta, który chce na starość pojednać się z chorym bratem. Ponieważ jednak nie ma od lat prawa jazdy, a na dodatek niedowidzi, wyrusza w podróż nietypowym wehikułem – małym traktorkiem. Podróż, chociaż to „tylko” 300 mil, zajmuje bohaterowi 6 tygodni, podczas których porządkuje swoje życie, kontempluje przyrodę i rozmawia z napotkanymi ludźmi.

 

  1. Notting Hill. Kolejna brytyjska komedia romantyczna z Hugh Grantem na podstawie scenariusza Richarda Curtisa, kolejna komedia romantyczna z Julią Roberts. Mimo braku szczególnych innowacji i fajerwerków, historia uczucia brytyjskiego księgarza i amerykańskiej gwiazdy nadal urzeka, przynajmniej fanów Granta.

     

    Zajrzyjcie też na Arytmię po przegląd filmowej alternatywy dla Sylwestra z Jedynką 🙂

     

Zdjęcie Pixabay

Meri Kurisumasu

Jeśli jeszcze szukacie sposobów na to, jak przetrwać święta, zajrzyjcie tutaj – 19 sposobów jak nie dostać w święta pierdolca.

Tutaj  poczytacie o pogańskich korzeniach świąt.

Jak nie wiecie, co oglądać poza Kevinem i Szklaną Pułapką, zajrzyjcie na Arytmię


Świąteczność w postaci domków piernikowych tak mnie pochłonęła, że za dużo się w tym roku nie rozpisywałam. Long story short – wesołych 😉

 

Obyście zawsze znajdywali te androidy, których szukacie.

 

 

Zdjęcie Pixabay