Ograniczona dyskryminacja

 

Pracownik pewnego uniwersytetu napisał niedawno w pewnej gazecie artykuł, w którym opowiedział się za potrzebą „ograniczonej dyskryminacji”. Nie będę streszczać tej twórczości, każdy powinien się  z tym tekstem samodzielnie zapoznać.

 

Rektor Uniwersytetu w Białymstoku wydał oświadczenie, w którym stwierdza m.in., że „Ubolewam, że przedstawiciel kadry uniwersyteckiej publicznie wyraża opinie i poglądy, które mogą być odbierane jako podważające idee tolerancji i wrażliwości społecznej”.  Cytując: mogą„. Ergo – nie dla wszystkich są. Najwyraźniej wg władz tegoż uniwersytetu nie podważają. O wyciągnięciu realnych konsekwencji wobec autora tekstu póki co cisza. 

 

Tu możecie podpisać petycję do tejże gazety. 

Tu możecie przeczytać stanowisko Obywateli Nauki

 

Jeśli nie wiecie, czemu właściwie ten człowiek źle postąpił i po co to całe oburzenie, a w ogóle to kto by się „tymi aspergerami” przejmował itp. – zajrzyjcie do Katji, która pisze o życiu z autyzmem. 

                                                  pixabay.com

Spotkało się to już oczywiście ze sprzeciwem oburzonych poprawnością polityczną. Rzecz w tym, że w tym wypadku mamy do czynienia z kulturą osobistą (lub jej brakiem). To nie jest konflikt spowodowany różnicą zdań, to bycia za lub przeciw etyce.

 

Chodziłam do szkoły, w której były klasy integracyjne, dzieciaki o różnych stopniach sprawności fizycznej i umysłowej. Nie przypominam sobie, żeby ktoś się na takie rozwiązanie skarżył.  Dlatego, jak czytam teraz o ludziach, którzy mając swoje dzieci wyraźnie sobie NIE życzą, aby ich – zdrowe – potomstwo chodziło do klas lub szkół integracyjnych, zastanawiam się, co to ma na celu. Czy chcą, żeby ich dzieci żyły w bańce mydlanej świata, w którym nie występują ludzie o różnych możliwościach i różnych potrzebach? Czy może boją się, żeby ich idealna fasolka nie „zaraziła się” niepełnosprawnością? (tak, kretynów z takimi poglądami niestety też się spotyka). Czy następnym krokiem będzie separowanie blond dzieci od rudych dzieci, żeby przypadkiem się rudością nie zaraziły? 

 

Oczywiście, świat widział już różne próby separowania ludzi ze względu na różne cechy, o skutkach takich działań można przeczytać w książkach historycznych lub porozmawiać z ostatnimi żywymi świadkami tychże segregacji. Zaskakujące, że historyczne doświadczenia niczego ludzkości nie uczą. Ludzie, do cholery! Mamy XXI wiek, wiemy (a przynajmniej ludzie mądrzejsi od nas wiedzą), jak przenoszą się – bądź nie przenoszą – określone choroby lub wady. Czy to taki ogromny problem, żeby wyedukować społeczeństwo w tym zakresie? Czy naprawdę ludzie muszą organizować własne kampanie edukacyjne, żeby ich dziecko z atopowym zapaleniem skóry nie było w szkole gnębione i separowane, jako „trędowate”? 

 

Czy może jednak ludzkość w końcu zrozumie, że różnorodność jest konieczna, że dzięki temu społeczeństwo się rozwija? Ja nie boję się osób ze spektrum autyzmu, ani atopików, ani zespołu Downa, ani tej wstrętnej „ideologii gender”. Nie boję się odmienności.  Boję się tych, co w imię tzw. „normalności” dążą do eliminacji lub segregacji ludzi ze względu na określone cechy. I każdy ma podstawy, żeby się ich bać, każdy powinien się im przeciwstawiać. Dlaczego? Bo nigdy nie wiadomo, kiedy dostaniesz diagnozę, piętnującą cię jako „nienormalnego”, lub kiedy urodzi ci się „nienormalne” dziecko.

Możesz myśleć, że cię to nie dotyczy. Jeszcze. 

Szokująca prawda o WOŚP

Jutro 25. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ćwierć wieku już minęło z WOŚP! 

źródło

Od trzech lat Orkiestra gra nie tylko dla dzieci, ale też dla seniorów. Dawno, dawno temu, jak biegałam po Gdyni ze skarbonką, usłyszałam od pewnego grumpy dziadka, że on na WOŚP nie da, bo dzieci go nie obchodzą. I o ile większość z nas już raczej z powrotem dziećmi nie będzie, nie każdy też ma zamiar się rozmnażać (bardzo dobrze!), to większość z nas będzie kiedyś stara (no, chyba, że postanowi zginać gdzieś pod kołami pijanego kierowcy albo umernąć na wyjątkowo późno zdiagnozowanego raka).

 Od trzech lat Orkiestra zbiera na cele, które w tym kraju oszołamiającej opieki nad seniorami dają wyjątkowo do myślenia. Oczywiście, in a perfect world, Orkiestra nie byłaby potrzebna, bo państwo byłoby w stanie wyposażyć szpitale, wdrożyć programy profilaktyczne i edukacyjne. Pomarzyć zawsze miło, jednak od tego nic się nie poprawi. 

Poza wspomaganiem szpitali podległych tak dobrze funkcjonującemu ministerstwu <sarcasm alert>, WOŚP robi rzecz ważną. Brzydko mówiąc – zajebiście ważną. Prowadzi Program Edukacyjny „Ratujemy i Uczymy Ratować”. Teoretycznie każdy, kto ma prawo jazdy, powinien znać podstawy pierwszej pomocy, wszyscy jednak wiemy, że to fikcja. Tym bardziej uczenie dzieciaków podstaw powinno być priorytetem w edukacji szkolnej. 

Dobrze więc nie być mentalnym terlikiem i zastanowić się, czy zamiast na kościół toruńsko-katolicki, nie przekazać kasy na WOŚP. Nie, oczywiście, Owsiak aniołem ani nadczłowiekiem nie jest. Jakieś swoje wady ma, itp, itd. Jeśli jednak ktoś wierzy w oszczerstwa rzucane pod jego adresem przez różne postaci, z pewnością wierzy także w Reptilianów, zamachy smoleńskie, chemitrailsy i Atlantydę w Zalewie Solińskim. 

Według badań CBOS z 2014 roku, WOŚP cieszy się zaufaniem społecznym 87% ankietowanych. O finansach Orkiestry można poczytać m.in. tutajtutaj o szacunkowych wyliczeniach, ile zebrano od początku istnienia akcji (i o tym, dlaczego są to szacunkowe wyliczenia).

Wspierać można na wiele sposobów, m.in. poprzez oglądanie tego „dzieła” (polecam z wyłączonym dźwiękiem ;))

 

P.S. jak szukacie jeszcze bardziej szokującej lub jeszcze prawdziwszej prawdy o Orkiestrze, to niestety musicie zamiast w oficjalne dane zagłębić się w teorie kilku badaczy prawdy 😉 <tu wstaw Muldera i podpis „The truth is out there”>

Deviant Day – Dzień Dziwaka

 

 

Dziś obchodzony jest Dzień Dziwaka, święto z kalendarza świąt nietypowych. Przypominam zeszłoroczny post, ale to sytuacja wyjątkowa 😉

źródło


Wiąże się je z profesorem Zimbardo, który zachęca ludzi do stawania się pozytywnymi dziwakami.

 

O co chodzi?

Seven Paths to a Meaningful Life, czyli Siedem sposobów na (coś) znaczące życie.


Wg Zimbardo, jednym z tych sposobów jest stanie się pozytywnym dewiantem. Chodzi tu w szczególności o uwolnienie się od zgubnej presji norm społecznych, zakazujących „wychylania się”, co skutkuje np. nie udzieleniem komuś pomocy – w sytuacjach nadzwyczajnych często wiemy, że powinniśmy zareagować, jednak nie robimy tego. 


Zimbardo zaleca ćwiczenie dewiacji małymi krokami – np. poprzez umieszczenie na czole czarnej kropki. Otoczenie oczywiście uzna to za dziwne i będzie dopytywać o motywację zachowania. Jeśli nosisz na czole swoją czarną plamę – broń jej! Mów, że to nic takiego, że akurat taką masz ochotę. Należy nauczyć się stawiać opór presji – wykształcając wewnętrzną siłę jednostki ponad wpływem otoczenia. 


Tym bardziej uważam, że Dzień Dziwaka jest moim świętem – widząc wypadek nie wyjmuję telefonu, żeby robić zdjęcia. Mój poziom wyszkolenia medycznego nie jest oszołamiający, jednak do tej pory zawsze wystarczał do opanowania sytuacji – jeden jedyny raz, kilka lat temu pod presją społeczną towarzyszącej mi wtedy osoby zrezygnowałam z pobiegnięcia na miejsce wypadku kilkaset metrów dalej. Może faktycznie karetka już była w drodze, jednak odchorowałam dość mocno tamto swoje zachowanie. Od tamtej pory nie ulegam już tak złym wpływom. 


Inaczej niż na obrazku poniżej – ważne, aby być użytecznym dziwakiem 😉

źródło


Więcej przeczytacie tutaj lub tutaj – in inglisz.



I Łona ma rację – jak dobrze być trochę pierdolniętym w głowę 🙂